Prom Calais - Dover, nie umiem pływać

   Istnieje tylko jeden znany mi łącznik między Francuzami i Brytyjczykami. No, może dwa. Kanał La Manche i wzajemna niechęć. Tak, jak nieprzyjazne stosunki nie przynoszą nikomu korzyści, tak połączenie wodne ułatwia życie.
Sklep na promie Calais Dover
Dopadłam kilka rzeczy w sklepie (jedzonko).
   Miałam przyjemność płynięcia promem z francuskiego Calais do Dover. Mimo, że jestem panicznie strachliwym, niepływającym  zwierzęciem lądowym, nie odczuwałam trudów podróży (w przeciwieństwie do lotów samolotami). Po przejściu przez kontrolę graniczną już nic nie mogło mnie bardziej przerazić, niż francuskojęzyczna straż wahająca się, czy osoba z paszportu to na pewno ja. Sama  nie poznawałam siebie, zzieleniałej na twarzy z nadmiaru emocji.  Z chwilą oddalenia się od brzegu wyzbyłam się strachu, a na dalszych etapach nawet się wyluzowałam.  W sklepiku z pamiątkami kompletnie oszalałam, dostałam oczopląsu i biegałam od półki do półki marząc o posiadaniu większości artykułów.
Widok z promu Calais Dover
W tle brzeg Francji
    Na promie nie trudno o dobre punkty widokowe. Większość sal jest przeszklona, można wyjść na świeże powietrze (wersja dla odważnych) lub napić się kawy i zjeść coś dobrego w bufecie z widokiem na morze (wersja dla mnie). Półtorej godziny mija bardzo szybko. Nim się człowiek obejrzy, musi  wychodzić. Dobrze znów stąpać po stałym gruncie wśród rybojadów (mew) i gołębi nie drżąc z obawy o powtórkę z ,,Titanica".
Widok z promu Calais Dover
Kredowe klify Dover
    Klify Dover kojarzą mi się nieszczęśliwie z ,,Kordianem" Słowackiego. Radośnie mogę zapomnieć o tej lekturze oczyszczając białe skały z nieprzyjemnych skojarzeń. Krajobraz za oknem wygląda jak lodowce Arktyki - zimne i zdradliwe. Jednak mewy, latające nad głową czyhając na kanapeczki, przecinają promienie słońca ocieplając atmosferę.

Komentarze

Popularne posty