Opowieści kanterberyjskie, moje opowieści, Margate mówi samo za siebie

   Śladem średniowiecznych pielgrzymów podążających do grobu Tomasza Becketa udałam się i ja do Cantenbury. W arcystarym i arcyważnym miasteczku przenieść się można do historii rodem z ''Opowieści kanterberyjskich" Geoffreya Chaucera (1345 - 1400). Wystarczy tylko odwiedzić Muzeum Canterbury Tales, które już w wejściu wita gości średniowiecznym smrodkiem a dźwięki i wykreowany świat sprawiają, że czujemy się jak XIV-wieczni pielgrzymi.
   W tle góruje Christ Church Gate - główne wejście do katedry. Ponoć posiada ono wiele cech renesansu angielskiego, dla mnie to średniowieczne cacko, natomiast data jego powstania - połowa XVI wieku mówi - to coś pomiędzy.
       Do Margate z Canterbury jest na rzut beretem. No, może dwa rzuty. Plaża diametralnie różni się od tej w Brighton, piaseczek żółciutki a nie jakieś głazy nieszczęsne. Pogoda wiadomo, typowo brytyjska, zmienna. Udało mi się zobaczyć przypływ i odpływ w ciągu niespełna godziny oraz skosztować ton piachu, które porywał wiatr.

Plaża w Margate niewiele różni się od naszej - polskiej.
    Byłam w sezonie wakacyjnym na pięknej plaży, pogoda dopisała, a ludzi - brak. Pustki totalne. Nie mam pojęcia dlaczego, ale podoba mi się taki kameralny relaks. Z drugiej strony środek lata, a ja w swetrze - do kostiumowego rosołu bym się nie rozebrała. Może to wywiało turystów?

Komentarze

Popularne posty